Wetlina w budowie
Wetlina się buduje. Prawie na każdym podwórku stoi coś nowego: albo domki wakacyjne, albo domy, albo pensjonaty.


W naszym dawnym ulubionym miejscu pobudowano coś w rodzaju kondominium. Nasze ścieżki spacerowe zarosły - pewnie przyjeżdżają już tutaj inni ludzie, tacy co nie za bardzo po krzakach lubią chodzić, jak my.


Zastanawiamy się, czy Wetlina zmieni się w nową Bukowinę Tatrzańską, z jej ogromnymi domami, gospodami i wyciągami narciarskimi, zielonymi szkołami i turnusami dla babć z wnukami. A przede wszystkim, czy na to wszystko, na te domy, a w domach łazienki, a w łazienkach ludzi, starczy wody?
Sądząc po totalnym przesuszeniu zboczy Caryńskiej, a domyślam się, że również innych połonin, z wodą może być tutaj kłopot. Wetlinka jest płytka jak nigdy. Spotkaliśmy jednego dyżurującego pluszcza. I właściwie nie ma się co dziwić, bo nie za bardzo wierzę, żeby w wodach Wetlinki mogło się teraz pożywić więcej ptaków.
Znakomicie pamiętamy takie czasy z Bukowiny. Wracaliśmy z gór spoceni i chcieliśmy się wykąpać, a wtedy okazywało się, że wody starcza na umycie jednej osoby, a reszta musi czekać, aż woda znów się pojawi w kranie.
Te zmartwienia jednak nie są już nasze. Jesteśmy tu może ostatni, a może przedostatni raz. Starość ma to do siebie, że człowiek musi nauczyć się żegnać z rzeczami, które lubił.
Tu możesz skomentować ten tekst: Komentarze
Najnowsze wpisy na blogu