Sobotni spacer/Saturday walk
Sobotni spacer obfitował w przyrodnicze atrakcje. Po pierwsze odkryliśmy dziki las, który z pewnością, gdyby go zostawić w spokoju, za jakieś sto lat zmieniłby się w tolkienowskie Fangorium.
Znów mi się przypomina ciotka i to jej smutnawe "oj, ty marzycielu, marzycielu".
Dziki las
Dzikim lasem, drogą zrytą przez quady, wyszliśmy nad zalewisko, teraz w większości wyschnięte z powodu suszy. Od razu usłyszeliśmy wołanie czajek, które najwyraźniej bawiły się w berka, wykręcając w powietrzu fikołki. Uwielbiam czajki - te niewielkie ptaki mają takie imponujące skrzydła (zwłaszcza samce).
Czajki, aut. MISBetley
Postanowiliśmy się rozejrzeć po okolicy i wkrótce wypatrzyliśmy dużą kałużę, pozostałość wiosennego rozlewiska.
Tam spotkaliśmy, prócz rozrabiających czajek, łęczaki (Tringa glareola), małą grupkę ok. czterech osobników, oraz, w znacznej odległości od nich samotnego nomen omen samotnika (Tringa ochropus).
Samotnik i łęczak, aut. MISBetley
Sprawiło nam wielką frajdę, że ptaki w ogóle nie zwracały na nas uwagi. Nie podchodziliśmy blisko, żeby nie wystraszyć czajek, które pewnie gdzieś tam miały gniazdo.
English translation
Saturday's walk was full of natural attractions. First, we discovered a wild forest that, if left undisturbed, would undoubtedly transform into Tolkien's Fangorium in a hundred years.
This reminds me my aunt again and her little bit sad "oh, you dreamer, you dreamer".
Through the wild forest, along a track rutted by quad bikes, we made our way to the floodplain, which is now mostly dry due to the drought. We immediately heard the calls of lapwings, which were clearly playing tag, somersaulting in the air. I love lapwings — these nowy cery big birds have such impressive wings (especially males).
We decided to look around the area and soon spotted a large puddle, a remnant of a spring backwaters.
There we encountered, besides the troublemaking lapwings, a small group of about four Wood Sandpipers (Tringa glareola), and — at a considerable distance from them — a solitary Green Sandpiper (Tringa ochropus).
It gave us great pleasure that the birds paid no attention to us whatsoever. We didn't approach too closely, so as not to startle the lapwings, who most likely had a nest somewhere nearby.
Najnowsze wpisy na blogu

